• Zobacz więcej

    Studia na kierunku "Historia" w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych

  • Zobacz więcej

    Studia na kierunku "Stosunki Międzynarodowe" w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych

  • Zobacz więcej

    Studia na kierunku "Archeologia" w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych

  • Zobacz więcej

    Studia na kierunku "Media i Cywilizacja" w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych

  • Zobacz więcej

    Studia na kierunku "Studia nad Wojną i Wojskowością" w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych

Projekt studencki "Tuczno poprzez wieki" - sprawozdanie

Sprawozdanie z wyjazdu naukowego koła studenckiego regionalistów do Tuczna w dniach 2-6 maja 2011 r.

 

Koło naukowe regionalistów funkcjonuje w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych od ponad pół roku. Po perypetiach z poszukiwaniem opiekuna trafiliśmy na pierwsze spotkanie w przytulnym gabinecie 054, gdzie przychylność, pomysłowość i zaangażowanie doktorów Eryka Krasuckiego i Radosława Ptaszyńskiego powoli przekształciła nasze działania z „koła” w „projekt badawczy”. Potem omawialiśmy oczywiście najdrobniejsze szczegóły, cel badań, ocenialiśmy nasze możliwości, siły, umiejętności, pokonywaliśmy wszelkie wątpliwości i problemy.

Po długich debatach za przedmiot naszego projektu wybraliśmy Tuczno w powiecie wałeckim. Świeżość spojrzenia na „wedlowskie” miasteczko gwarantował nam fakt, iż żadne z nas z Tuczna nie pochodzi; w naszym przekonaniu, wątłe związki z miastem miały ułatwić nam poznawanie jego dziejów. Postanowiliśmy, rzecz znamienna, pracę na źródłach poprzedzić wyjazdem do Tuczna i kilkudniową tam obecnością.

Przygotowania do wyjazdu trwały kilka miesięcy. Ostatnie spotkanie organizacyjne „pod parasolkami”, podkreślenie najważniejszych celów wyjazdu, kilka dni wyczekiwań i w końcu –Tuczno!

W mieście zjawiliśmy się w pierwszy poniedziałek maja w składzie: dr Eryk Krasucki oraz dr Radosław Ptaszyński jako nasi mentorzy oraz my – studenci historii z IHiSM: Karolina Bądkowska, Justyna Chmiel, Anna Modzelewska, Justyna Pleśniak, Mariusz Garbacz i Piotr Siemiński. Pod koniec wyjazdu opuściła nas Ania, którą zastąpiła Małgorzata Dąbrowska.

Poniedziałek, pierwszy dzień w miasteczku upłynął nam na rekonesansie poprzedzonym dość chaotycznym poszukiwaniem naszego przyszłego lokum. Po krótkim czasie wolnym, w którym dokonaliśmy niezbędnych zakupów, wyruszyliśmy w miasto poznać jego najważniejsze obiekty – oddalone od naszej siedziby, dosłownie, rzut beretem. Sylwetka gotyckiej wieży kościelnej zwieńczonej barokowym hełmem widoczna była z okien jednego z zajmowanych przez nas pokoi. Za nią, nieco osłonięta przez starodrzew, znajdowała się bryła zamku von Wedlów-Tuczyńskich, który w pierwszym dniu był jedną z głównych atrakcji. Po zwiedzeniu dawnych salonów tu i ówdzie ozdobionych starymi meblami i kominkami, zamkowych piwnic i lochów przeszliśmy w stronę obecnego centrum miasta, które wykształciło się po zniszczeniach wojennych. Dzięki długiemu spacerowi ku lokalowi „Verona”, który był od czasu do czasu miejscem naszego stołowania się, poznaliśmy niemal całe miasto wraz z jego najważniejszymi instytucjami. Do jednej z nich – Biblioteki Miejskiej – zaszliśmy na chwilę, aby poznać zasób tamtejszych materiałów regionalnych, które okazały się niezwykle skromne.

Po powrocie do domu i krótkim odpoczynku, za radą dr Krasuckiego, podpartą zresztą naszymi szczerymi chęciami i osobistymi aspiracjami, spędziliśmy wieczór w miejscowym pubie o swojskiej nazwie „Przystanek”.

Bijące od wtorkowego ranka Słońce wbrew pozorom nie kusiło do ociągania się, a tylko zachęcało do dalszego poznawania miasta. W Trzeciomajowe święto część uczestników udała się do kościoła. Ania Modzelewska szczególną uwagą otoczyła ten dzień – badała bowiem sposób świętowania rocznicy uchwalenia majowej ustawy zasadniczej w małym miasteczku. Potem, wspólnie z dr. Ptaszyńskim organizowaliśmy u stóp murów tuczyńskiego zamku ognisko, a dr Krasucki w ramach pomocy w przygotowywaniu obiadu obrał 3 kg ziemniaków. Pozostały po obiedzie czas wolny wykorzystaliśmy na "konferencję metodologiczną" dr. Krasuckiego, który zaprezentował nam owoce pracy zachodniopomorskich regionalistów z ostatnich lat oraz ich dobre i złe strony. „Konferencja” okazała się być bardzo pouczająca – był to wręcz kamień milowy (!) w naszej pracy badawczej, którą omawialiśmy podczas ogniska z wyniosłą bryłą wedlowskiego zamku w tle. 

Środa przyniosła właściwy początek naszych badań w mieście. Chwilami trudno było kogokolwiek znaleźć w naszym domu. Część osób udała się do miejscowych szkół, część do urzędu miasta, a kolejni oddawali się rozmowom z mieszkańcami i fotografowaniem Tuczna. Pojawiliśmy się również w bibliotece. Naszą pracę zakończyliśmy popołudniu, aby krótko po godz. 15 poznać jedną z największych atrakcji regionu – drugowojenny kompleks bunkrów „Góra Wisielcza” w Strzalinach, oddalony od Tuczna o około 4 km. Po ciągnących się setkami metrów podziemnymi korytarzami i pokojami oprowadzał nas miejscowy pasjonat, Wojciech Olek. W samych Strzalinach zwiedziliśmy również barokowy kościółek i niemiecki cmentarz, na którym ku naszemu zaskoczeniu znaleźliśmy polski grób z 1944 roku.

Jeszcze tego samego dnia oglądaliśmy niemal doszczętnie zrujnowany kirkut, na którym Justyna Chmiel odczytywała niemieckojęzyczne napisy epitafijne. By to zrobić tablice musieliśmy oczyszczać, a niektóre podnosić z ziemi. Na tuczeński kirkut powróciliśmy jeszcze dwukrotnie podczas naszego pobytu w mieście. Podczas kolejnej wizyty planujemy dalsze prace na tym terenie. Popołudnie wykorzystaliśmy, jak podczas innych chwil wolnych, na lekturę, a wieczorem obejrzeliśmy wspólnie film „Jak zostać królem”.

Od naszego przyjazdu do miasteczka podejmowaliśmy próby współpracy z miejscowym proboszczem, które jednak nie okazały się szczególnie owocne. Przede wszystkim chcieliśmy zwiedzić wnętrza tuczeńskiego kościoła – perły architektury i skarbca niezliczonych barokowych dzieł sztuki. Możliwość uważnego przyjrzenia się świątyni pojawiła się dopiero w czwartkowy poranek. Kilka minut po godzinie dziesiątej weszliśmy do kościoła i przysłuchiwaliśmy się niekończącym się opowiadaniom jednego z dwóch miejscowych przewodników. Wizyta w świątyni była o tyle cenna, że dwójka z uczestników – Karolina i Piotr – zajmuje się tematami bezpośrednio jej dotyczącymi. Z pierwszym przewodnikiem (panem Komarem) przebywaliśmy w kościele około półtorej godziny. Po skończeniu zwiedzania wnętrza i wyjściu na kościelne podwórze spotkaliśmy drugiego przewodnika (pana Randolfa Bytnerowicza), który pokazał nam tuczeńską świątynię dużo dokładniej. Z drugim przewodnikiem zwiedzanie wnętrza zaczęliśmy od organów, a potem weszliśmy na masywną wieżę by oglądać z niej panoramę okolicy. Nie ulega wątpliwości, że największymi atrakcjami było zwiedzanie szczytu wieży z dwudziestowiecznymi dzwonami i wejście na sklepienia. Po zejściu z wieży drugi przewodnik po raz kolejny oprowadził nas po świątyni weryfikując w wielu przypadkach słowa swego poprzednika. Łączny czas zwiedzania kościoła wyniósł niemal 5 godzin! Ale trudno powiedzieć abyśmy ten czas zmarnowali czy nudzili się.

Podczas zwiedzania kościoła nie było z nami dr. Krasuckiego, który kopiował w szkole miejscowe kroniki. Tego dnia do grupy dołączył Paweł Miedziński z Instytutu Pamięci Narodowej, który fotografował naszą wizytę w kościele oraz pracownicy Zakładu Medycyny Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego – dr Andrzej Ossowski i inż. Marta Kuś. Niemal bezpośrednio z kościoła przeszliśmy do miejscowej świetlicy, gdzie odbyło się nasze spotkanie z mieszkańcami Tuczna.

Na jego wstępie, dr Ptaszyński opowiedział o generalnych założeniach realizowanego projektu badawczego. Potem Mariusz Garbacz zaprezentował Tuczno na starych kartach widokowych, wspominając o retuszowaniu niewygodnych elementów krajobrazu przez wydawców. Dr Ossowski z , który również z nami współpracuje, wprowadził mieszkańców miasteczka w temat ekshumacji żołnierzy biorących udział w walkach w trakcie II wojny światowej, łącząc go z walkami w okolicach Tuczna. Jako ostatni wystąpił dr Krasucki opowiadając o problemach, jakie trapią badacza dziejów PRL-owskiego, miasteczka nawiązując bezpośrednio do Tuczna i wieńcząc swe wystąpienie prośbą do zgromadzonych o pomoc w projekcie.

Naszą sesję naukową sesję możemy z powodzeniem zaliczyć do udanej. Przy filiżance kawy każdy znalazł potem interesującego rozmówcę. Zdobyliśmy także nowe materiały i zwolenników naszych działań. Justyna Chmiel, zajmująca się miejscową pocztą, otrzymała możliwość sfotografowania paczki wysłanej z Tuczna w latach trzydziestych, znajdującej się obecnie w posiadaniu miejscowego regionalisty. Mariusz Garbacz rozpoczął współpracę z nauczycielką języka niemieckiego w miejscowym gimnazjum. To od niej dowiedział się również o obecności w mieście członkini rodu von Wedel, która właśnie „zjechała” na zamek. Trudno było sobie odmówić rozmowy z tak niezwykłym gościem. Przed ósmą wieczorem Mariusz Garbacz wraz z Justyną Chmiel, która miała mu służyć jako pomoc językowa (jak się potem okazało niepotrzebnie), spotkali się z germanistką przed wejściem do rezydencji, by w jednym z salonów poznać arystokratkę. Pani dr Vita von Wedel okazała się być niezwykle przyjazną osobą, promieniującą wręcz uśmiechem. Można powiedzieć, że obecność w jej towarzystwie była gemütlich! Co dla nas bardzo cenne, Vita von Wedel, w imieniu swoim i pozostałych członków rodu, wyraziła ochotę na dalszą współpracę. Ostatni wieczór upłynął na podsumowaniu wizyty w Tucznie w znanym z pierwszego dnia lokalu.

Nazajutrz trudno było nam się spakować i pożegnać z miastem. Ostatni spacer, ostatni rzut oka na nasz dom i wydawało się, że pojedziemy prosto do siebie, a wybraliśmy się – na co wpływ miała boska wręcz pogoda – na plażę! Ale nie zamoczyliśmy nawet nogi w wodach Jeziora Liptowskiego. Pamiątkowe zdjęcia i niezapominajki od dr. Krasuckiego dla studentek („Żebyście nie zapomniały o Tucznie i o napisaniu referatów!"), zwieńczyły naszą majową przygodę z Tucznem. Przed nami mozolna praca w archiwach i praca nad tekstami – historia regionalna rzuciła nam wyzwanie.

                                                                                                                                          Mariusz Garbacz