• Zobacz więcej

    Studia na kierunku "Historia" w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych

  • Zobacz więcej

    Studia na kierunku "Stosunki Międzynarodowe" w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych

  • Zobacz więcej

    Studia na kierunku "Archeologia" w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych

  • Zobacz więcej

    Studia na kierunku "Media i Cywilizacja" w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych

  • Zobacz więcej

    Studia na kierunku "Studia nad Wojną i Wojskowością" w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych

Inauguracja 19 EFFD dokumentART

08.10.2010 w ramach 19 Europejskiego Festiwalu Filmów dokumentalnych DokumentArt, w auli Wydziału Humanistycznego US, odbyła się inauguracyjna projekcja filmu Berlin-Stettin w reżyserii Volkera Koeppa. Mając w pamięci dokumenty wyświetlane
w poprzednich latach, ze szczególnym naciskiem na film Trzech Kumpli, wszyscy spodziewali się czegoś w innej konwencji, co mogłoby przyciągnąć uwagę widzów.

Film jest, jak sam autor podkreślał „sentymentalną podróżą”, w której ukazane są losy Niemców mieszkających w przestrzeni pomiędzy Szczecinem a Berlinem. Swoją opowieść autor zaczyna od wspomnień kobiety, która przeżyła piekło II wojny światowej, by następnie przenieść nas w czasy istnienia „żelaznej kurtyny” i końca „granicy geograficznej i mentalnej” tuż po jej upadku. Podróż, którą proponuje nam V. Koepp bardzo trafnie pokazuje, jak wydarzenia minionej epoki wpływały na mentalność zwykłych ludzi i ich przystosowanie się do nowej rzeczywistości. Jednak po pierwszej godzinie filmu rodzi się pytanie, gdzie w tym obrazie znajdował się Szczecin. Czy tylko w opowiadaniu szkolnej koleżanki mającej w pamięci dziecięce zabawy sprzed końca wojny, czy w postrzeganiu pracownika naszego Uniwersytetu (pochodzącego z Nowej Zelandii) konstatującego, iż szczecińscy studenci nie mają gdzie mieszkać. Oczywiście istnieje jeszcze trzecia możliwość, którą zasugerowano w filmie, analogiczna do sytuacji w jakiej znaleźli się nasi akademiccy koledzy, absolwenci politologii a zarazem bohaterowie filmu. Dla nich bowiem „domem” nie jest Szczecin, ale niewielka, przygraniczna miejscowość w Niemczech. Warto się teraz zastanowić, co organizatorzy chcieli osiągnąć podczas tej projekcji, skoro po godzinie wszyscy odczuwali znużenie, a film z każdą minutą stawał się mniej czytelny. Oczywiście bardzo dobrze, że festiwal mający na celu pokazy filmów zarówno polskich jak i niemieckich, zagościł w uniwersyteckich murach, ale czy nie warto bardziej przemyśleć tego co zostanie wyświetlone?

Tuż po projekcji mogliśmy posłuchać co na temat filmu miał do powiedzenia jego autor oraz uzyskać odpowiedzi na nurtujące pytania. Niestety w tym momencie znowu klapa, jednak nie wiadomo, kto za nią odpowiada. Moderatorzy byli jedynymi zaangażowanymi w dyskusję – z obawy przed ciszą na sali. Z obawy, która jak się okazała była słuszna, ponieważ żaden student nie zabrał głosu. Jednakże można tą sytuację rozbić na czynniki pierwsze stawiając pytanie, co było powodem milczenia studentów? Przypominając sobie poprzednie inauguracje DokumentART-u dyskusje krótkie, bo krótkie – ale były. Dlaczego teraz żaden student nie wypowiedział własnej opinii? Może dlatego, że nie wszyscy zdążyli się rozbudzić po nużącej projekcji. Te słowa potwierdzają głosy osób opuszczających Aulę, gdzie można było usłyszeć: „w przyszłym roku organizatorzy powinni pomyśleć o stoliku z kawą albo o innym filmie”.

Pewnie wielu z obecnych na sali przed projekcją filmu zajrzało do internetu, aby sprawdzić o czym on opowiada. Tam można było przeczytać m.in.: „Centralnym tematem filmów Volkera Koeppa jest pytanie o miejsce urodzenia. ‘Skąd pochodzisz?’ – pada w rozmowach z bohaterami jego dokumentów... okazuje się, że pochodzą z dawnych Prus Wschodnich lub z Pomorza Tylnego. Wtedy historie o życiu przeradzają się w opowieści o wypędzeniach”. Ten fragment na pewno wzbudził zainteresowanie, i jakby nie patrzeć Berlin-Stettin jest ciekawą interpretacją wydarzeń minionej epoki, widzianą oczami zwykłego człowieka. Niestety, jak się okazało, w filmie zbyt rzadko pokazany jest Szczecin, na co wszyscy chyba najbardziej czekali.  Mimo wszystko warto jednak poświęcić te 2 godziny na obejrzenie Berlin-Stettin, ale chyba w innej oprawie.

 

Monika Ogiewa

Grzegorz Rolewicz